Przejdź do głównej zawartości

Posty

Rozsypany brokat.

Nie znoszę fałszu. Oblepia ręce jak tłusta maź, trudna do zmycia. Pocieram palcami z nadzieją, że zniknie. Czarne plamy. Uśmiechasz się, jak gdyby nigdy nic. Znów ferma strusi. Tkwimy wwierceni w okoliczności, nie do końca nasze wybory. Splot losu. Ja w tym wszystkim siedzę na dachu i dyndam sobie stopami, tak jak od zawsze marzyłam. I patrzę w gwiazdy. Otula mnie miękkość pluszu.  Tylko ta cholerna maź nie daje spokoju. Czym się to zmywa? Myślę. A gdzie siedzisz ty? Czy dotykasz dłonią dokładnie tych gwiazd, które od zawsze krążyły po twoich orbitach? A może zdałaś się na ślepy los, ten sam, który w dziwnych okolicznościach złączył nasze drogi? Pozwoliłaś swojej rzece płynąć jak zapragnie, bez nadawania jej kierunku. A teraz z żalu, zazdrości, czy niezrozumienia zaciskasz pięści na moich nadgarstkach. Oblepiasz. Wiem, jesteś głodna. Jakiś czas temu zamknęłam się w sobie, stworzyłam sobie swoją bezpieczną przystań. Odizolowałam się od toksycznych ludzi. Byli szkodliwi, marudn...

Za parawanem.

Co kryje się za parawanem, gdy już całkowicie obnażysz swoje ciało? Jakie węże z ciebie wychodzą?  Jesteś gotowy na konfrontację? Nawet jeśli nie jesteś, konfrontacja jest gotowa na ciebie. Zmierz się z tym oceanem strachu przed niedoskonałością i niedocenianiem. Wystaw się bezbronny, przygotowany na najcięższą z możliwych broni.  I czekaj. Czekaj cierpliwie. Tylko tak możesz wygrać. 

Supeł.

Pewność siebie to nie są splątane słowa. A ja dzisiaj czuję ten supeł w moim przełyku, czuję go nieco lżej, ale jednak. Oplata on moje perfekcyjnie ułożone w głowie zdania, które aż rwą się, żeby ujrzeć światło dzienne. Niektórym się udaje, jednak po stoczonej walce nigdy nie są tak barwne jak ich pierwowzory.  To smutne.  Chciałabym umieć dzielić się wszystkimi moimi wizjami w takiej formie, w jakiej rodzą się w moich myślach. Chciałabym bez zająknięcia przekazać o czym marzę, a czego się boję. Chciałabym opowiadać o małych modliszkach i o zwiewnej chabrowej sukience, która delikatnie powiewa przy morskiej bryzie. Chciałabym dzielić się słowami, a milczę. Milczenie jest złotem, chociaż w tym przypadku to chyba tombakiem. Strach przed krytyką. Chowam się w sobie.  Niewystarczająco dobra.  Ale dobra do czego?

Palce w solonym karmelu.

Połowa lutego. Luty jest trudny. Mieszanina smaków.  Trochę jak solony karmel.  Lampka różowego wina i ja sama ze sobą. Takie spotkania są najbardziej owocne.  Jeszcze trochę ponad rok temu byłam w zupełnie innym miejscu. Jeszcze nie wiedziałam dokąd zmierzam i czego tak naprawdę chcę.  Dzisiaj błądzę trochę mniej.  Dotykam opuszkami palców swoich marzeń, trochę po omacku, a trochę z przeświadczeniem, że jest dobrze nawet gdy się gubię. Poszukiwanie siebie to zawsze właściwa droga. 

Ferma strusi.

Czasem jestem na fermie strusi. Masz pogniecioną koszulę. Wystaje ci metka. Czerwona lampka. Jak schudłaś. Ile stąd do Poznania? A co on na to? Dużo bierzesz? Tylko praca i praca.  Próbują wedrzeć się Tam Cisza. 

Wooden Dreams.

Gdy byłam mała, moim marzeniem było granie na skrzypcach. Potrafiłam leżeć na łóżku i wyobrażać sobie siebie, z namaszczeniem trzymającą smyczek w swojej dłoni, zgrabnie, delikatnymi ruchami pobudzając do życia melodie. Wiem w jakim wyrazie zastyga moja twarz. Znam każdy swój ruch, każdą emocję i minimalne nawet zawahanie. Dziś już nie marzę o skrzypcach. Ale gdy zamykam oczy, oplatam się tym samym drżeniem powietrza. Potrzebuję tych samych uniesień. Scena.  Emocje. Szpagat serca. Złote pola. Herbata smakuje jak nigdy.  Spełnienie. Sen.   Drżysz.  Ha, i dla mnie szafa stanowiła kiedyś schronienie.   Dziś  Nie.